wtorek, 27 marca 2012

Tarta cytrynowa

Jak obiecałam...a raczej ostrzegałam :) na moim blogu pojawia się kolejna tarta. Tym razem na słodko-kwaśno. Przepyszna, delikatna, orzeźwiająca, piankowa masa w konsystencji przypominająca  ptasie mleczko. zdecydowanie dla fanów cytryny. Uważam, że przepis sprawdzi się najlepiej na gorące lato jako bo naprawdę orzeźwia doskonale.


Przepis bazowy zaczerpnęłam z tej strony.

Jednak mimo, że przepis jest super dopracowany (w końcu jest on autorstwa Tomasza Dekera), to nie mogłam się oprzeć i wprowadziłam kilka modyfikacji. Po pierwsze, musiałam dodać troszkę wody do ciasta bo było bardzo kruche i rozpadało się w rękach podczas wyrabiania. Niestety miałam jakieś małe żółtko, więc może jest to przepis na żółtko z jajka XXL... Po drugie jak sobie policzycie jajka w tym przepisie wyjdzie wam, że po zrobieniu owej tarty zostaną wam dwa białka...i co potem z nimi? Wyrzucić? Jakoś mi się to nie widziało więc wykorzystałam wszystkie 4 białka do ubicia piany i dodałam do masy budyniowej. W sumie dobrze zrobiłam bo masa najpierw bardzo urosła podczas pieczenia, lecz po wyjęciu i ostudzeniu trochę opadła i koniec końców zrównała się z wysokością brzegów a nie zapadła się poniżej. Na koniec jako dekoracji użyłam kandyzowanych krążków cytryny (jadalnych) i jako, że jest to jedyna rzecz, której nie ma podanej w przepisie bazowym podaję jak je wykonać.

Będziemy potrzebowali:
1 ładną cytrynę bardzo dobrze wymytą i pokrojoną w cienkie plasterki
4 łyżki cukru
2-3łyżki wody
opcjonalnie odrobinę likieru Limoncello (zmienia on smak cytryn tak subtelnie...że w sumie można go pominąć)

Na patelni rozpuszczamy wszystkie składniki i dodajemy plasterki cytryny. Gotujemy na bardzo małym ogniu aż cytryny zrobią się lekko przejrzyste. Trwa to około 5-7 minut. Gaz musi być naprawdę mały, aby cukier nie zaczął się palić. Po połowie czasu należy cytryny obrócić na drugą stronę. Uwaga taki syrop jest baaardzo gorący więc proszę was- uważajcie. Kandyzowane owoce najlepiej położyć na papier do pieczenia (do talerza mogą przywrzeć) i poczekać  przed dekorowaniem aż całkowicie ostygną.

 
Smacznego!




niedziela, 25 marca 2012

Zielona tarta


Tak naprawdę mam wrażenie że najtrudniejszą rzeczą w upieczeniu dobrej tarty jest kupienie odpowiedniej blachy. Miałam kilka podejść do takowych blach. Pierwsza była kompletnym niewypałem bo nie dało się wyjąć z niej ciasta bez pokruszenia go a i boki były pod takim kontem, że tarta rozpadała się podczas krojenia. Za drugim podejściem wykorzystałam zwykłą tortownicę i w sumie było ok...ale brakowało mi tych pomarszczonych brzegów. Trzecia blaszka (choć ciężko ją nazwać blaszką) była silikonowa i jakoś....nie przekonują mnie te nowomodne wynalazki :) Zresztą też trzeba się było cackać, żeby się to kruche ciasto nie połamało. Ale dość już o nieudanych próbach. Wyobraźcie sobie, że ostatnio nabyłam za całe 13,99zł cudowną, wręcz idealną blaszkę do tarty. Jest fenomenalna głównie dlatego że ma wyjmowane dno. Pewnie teraz będę piekła same tarty aż mi nie minie pierwszy szał. 

Na zieloną tartę będziemy potrzebowali:

Na ciasto:
250 r gram mąki razowej (lub zwykłej pszennej ale razowa dodaje fajnego szmaczku )
150 gram zimnego masła czosnkowego (lub zwykłego plus jeden ząbek czosnku)
1 jajko
szczypta soli

Na farsz:
1 opakowanie mrożonego szpinaku
1,5 kubka pokrojonego pora
1 szklankę startej marchewki i pietruszki
kubek czarnych oliwek bez pestek
ok. 100 gram startego parmezanu (75 g do farszu, 25g na posypanie )
2 ząbki czosnku
sól, pieprz
1 jajko

 
Z podanych składników zagniatamy ciasto i wkładamy je do lodówki owinięte folią spożywczą.


Rozmrażamy szpinak, na patelni szklimy na maśle por, marchewkę i pietruszkę. Dodajemy starte ząbki czosnku oraz przyprawy do smaku po czym mieszamy wszystko ze szpinakiem i pozwalamy się jeszcze chwilę smażyć aby ze szpinaku odparowało trochę wody. Przed dodaniem jajka i parmezanu trzeba trochę poczekać i ostudzić nadzienie do temperatury pokojowej.

W tym czasie wyjmujemy nasze ciasto z lodówki, rozwałkowujemy je i wylepiamy nim dokładnie boki blachy. Następnie musimy wyciąć z papieru do pieczenia koło o średnicy około 5 centymetrów większe niż nasza blacha, położyć je na naszym cieście i obciążyć aby nasze ciasto w pierwszej fazie pieczenia nie podniosło się za bardzo. Możemy do tego użyć ziaren grochu, fasli, soji lub nawet wcześniej wyparzonych monet. W takim stanie ciasto pieczemy w piekarniku nagrzanym do 175-180 stopni Celcjusza około 10 minut. Następnie wyjmujemy papier do pieczenia razem z (w moim wypadku) fasolą i pozwalamu się ciastu podpiekać jeszcze dosłownie 3 minutki.


Jak się pewnie już domyślacie na tak przygotowany spód wykładamy nasze nadzienie do którego dodaliśmy przed chwilą parmezan jajko i oliwki. Na koniec posypujemy wszystko starym parmezanem i ponownie wkładamy naszą tatrę do piekarnika na 15-20 minut aż nasz farsz się zetnie a ser zarumieni. Pozostaje nam tylko naszą tartę przełożyć na talerze i zjeść. Dodam jeszcze, że nasza zielona tarta jest równie dobra na ciepło jak i na zimno. 


Smacznego!

niedziela, 4 marca 2012

Zupa rybna z ravioli z wędzonego łososia


Mój tata od jakiegoś czasu wspominał,że chętnie zjadłby zupę rybną. Postanowiłam lekko zmodyfikować przepis dodając ravioli z wędzonego łososia. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Tak powstała klasyczna zupa rybna z nowoczesnym dodatkiem. Dla miłśników rybich smaków. Sycąca dzięki pierożkom.

Na farsz do ravioli będziemy potrzebowali:
250 gram wędzonego łososia
250 gram serka ricotta
100 gram startego parmezanu
skórkę otartą z jednej cytryny
pieprz cytrynowy
2-3 łyżki posiekanego koperku
1 jajko

Przepis na ciasto oraz wykonanie pierożków podany jest przy wpisie o ravioli ze szpinakiem. Farsz jest bardzo prosty do zrobienia. Jedyne czego będziemy potrzebowali to blender. Zaczynamy od rozdrobnienia w nim łososia. Następnie przekładamy go do średniej wielkości miski i łączymy go z pozostałymi składnikami. Farsz gotowy :) Z podanej ilości składników wyjdzie dużo za dużo ravioli jak do jednej zupy rybnej. Można je więc z powodzeniem zamrozić surowe i wyciągnąć kiedy akurat nie będziemy mieli chęci niczego gotować. Będą wyśmienite na przykład z sosem śmiatanowo-koperkowym...pycha.

Przechodząc do samej zupy,do jej wykonania będziemy potrzebowali:
produktów ubocznych po filetowaniu ryby (czyli głowa (bez skrzeli) kręgosłup, płetwy)
kawałek filetu lub po 1 dzwonku ryby na osobę (...można oczywiście więcej:)- u mnia był to karp
włoszczyznę (czyli marchewkę, seler, pietruszkę, por ew. cebulę)
przyprawy (ziele angielskie, liść laurowy sól, pieprz w ziarnkach, gałka muszkatołowa, posiekany koperek)


Zaczynamy od obrania warzyw i wrzucenia ich do garnka razem z resztkami po filetowaniu. Zalewamy wszystko wodą i pozwalamy się gotować na bardzo małym ogniu razem z zielem angielskim, liściem laurowym i pieprzem w ziarnkach. Po około 45 minutach "pyrkania" wyławiamy z wywaru resztki ryby oraz wszystkie warzywa oprócz marchewki i wkładamy właściwą rybę czyli filet lub dzwonka oraz trochę startej gałki muszkatołowej i pozwalamy się zupie dalej leciutko gotować przez około pół godziny. U mnie w domu zjada się owe resztki rybie i warzywa z wywaru ale oczywiście możecie je wyrzucić. W tym czasie przygotowujemy osobny garnek z osoloną wodą oraz łyżeczką oliwy i we wrzątku gotujemy ravioli (ja gotowałam po 6 sztuk na osobę) około 3 minut od wypłynięcia.

Pozostaje już tylko przelać zupę na taletrze, dodać ravioli, posypać koperkiem i zjeść ze smakiem.
Zapraszam do wypróbowania przepisu :)