poniedziałek, 24 września 2012

Pszenne bułki na zakwasie i drożdżach


Przepis ten jest podrasowaną wersją mojego przepisu na niedzielne bułeczki. Dodatek zakwasu sprawił, że bułeczki są...po prostu lepsze :) Mają wilgotniejszy miąsz i jeszcze dłużej pozostają świeże chociaż nigdy nie leżą aż tak długo żebym wiedziała dokładnie ile dni takie pozostają :) W smaku ewoluują w stronę grahamek ale bez ich zbitego miąszu... Jeżeli smakowały wam niedzielne bułeczki to zapraszam do wypróbowania i tego przepisu :)

Składniki na 10-12 bułek:

1,5 szklanki mleka
1/8 kostki świeżych drożdży 
1 łyżka cukru lub miodu
1 jajko
 2 łyżki roztopionego masła
1 łyżeczka soli
4-5 szklanek mąki pszennej typ 650
100 gram silnego zakwasu razowego
woda,jajko lub masło do posmarowania bułek






Zaczynamy od połączenia  połowy lekko podgrzanego mleka, rozpuszczonego masła, cukru, drożdży i 3-4 łyżek mąki w jedną masę o konsystencji gęstej śmietany.

aktywne drożdże
W międzyczasie w rondelku podgrzewamy resztę mleka z solą, masłem i roztrzepanym jajkiem. Kiedy drożdżowa masa ruszy, czyli kiedy drożdże zaczną rosnąć, zalewany nimi suche składniki, dodajemy mleko z rondelka oraz zakwas i wyrabiamy początkowo w misce. Radziłabym dodać na początku 4 szklanki mąki, a potem ewentualnie dodawać po trochu jeżeli ciasto będzie zbyt mokre- zasada mówi, że im mniej mąki tym wilgotniejsze bułeczki :) 
Kiedy wyrabianie w misce przestanie być wygodne wykładamy ciasto na blat/stolnicę i wyrabiamy przez chwilę aż zrobi się jednolite i plastyczne.Ciasto powinno rosnąć wam pod palcami. Następnie przekładamy je do miski, przykrywamy woreczkiem plastikowym i odstawiamy w ciepłe miejsce aż co najmniej podwoi swoją objętość. Po tym czasie jeszcze raz je przerabiamy i dzielimy na 10 bułek lub na więcej jeżeli chcemy aby były mniejsze. Każdą bułeczkę rolujemy brzegami w dół i staramy się aby wierch był możliwie najgładszy. 
Uformowane bułeczki i mini bagietki przed wyrastaniem.
Układamy  bułki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i przykrywamy folią (aby stworzyć wilgotny mikroklimat). Wyrastanie bułek powinno zająć 30-40 minut. Po tym czasie zdejmujemy folię, nacinamy delikatnie najlepiej żyletką lub bardzo ostrym nożem, smarujemy dla uzyskania świecącej skórki i wstawiamy na 15-20 minut do piekarnika uprzednio nagrzanego do 190 stopni Celcjusza. Na dno piekarnika wstawiamy naczynie z wrzącą wodą aby piekarnik był odpowiednio naparowany lub wrzucić kilka kostek lodu. Na sam koniec można włączyć termoobieg aby bułeczki lekko się opaliły. I proszę odczekajcie chociaż chwilę zanim się na nie rzucicie bo podobno to niezdrowo jeść gorące ciasto ;) 
Smacznego!



piątek, 21 września 2012

Pizza fritta!



Wiem wiem...dawno mnie nie było. Najpierw byłam na przymusowej diecie i wolałam nie gotować totalnie nic bo wiecie jak to jest...gotować i nie jeść się zwyczajnie nie da ;) Potem zostałam pochłonięta przez ekscytujący i prędki koniec lata i jakoś nie po drodze mi było z siedzeniem w kuchni. Ale to się zmienia od zaraz :)

Na pierwszy rzut idzie pizza fritta czyli pizza smażona i do tego nadziana. Jest to pizza mało popularna w Polsce więc zachęcam do spróbowania bo naprawdę warto. Ten przepis sprawdzi się jeżeli planujecie posiedzieć ze znajomymi lub rodziną przy szklaneczce czegoś odprężającego i chcielibyście podać coś co można bez nadęcia i skrępowania zjeść i oblizać palce mówiąc "mmm". Pizza fritta jest chrupiąca, ciągnąca, aromatyczna i gorąca...czy muszę dodawać coś jeszcze? :)

Składniki na 6  sztuk wielkości deserowego talerza:

ciasto na pizzę z mojego przepisu- połowa (z tą różnicą że musimy dodać 2 czubate łyżki mąki kukurydzianej)
4-5 mięsistych pomidorów
1 cebula
3 ząbki czosnku
zioła: bazylia, oregano, tymianek, rozmaryn, sól, pieprz, papryka słodka i ostra
szynka suszona włoska lub wędzony boczek
ricotta
morazella
parmezan
pół kieliszka czerwonego wina
2 opakowania Planty
pół szklanki oliwy z wytłoczym oliwek

Zaczynamy od przygotowania i wygniecenia ciasta. W trakcie kiedy ciasto na pizzę będzie sobie wyrastało w misce my przygotowujemy sos pomidorowy, który do tego konkretnego przepisu powinien być dość gęsty aby nie wypływał nam ze środka naszej pizzy. Tak więc na patelnię wlewamy trochę oliwy z oliwek i podsmażamy na niej poszatkowaną cebulkę i czosnek, następnie dodajemy wszystkie przyprawy i lekko przesmażamy całość na raczej małym ogniu, dolewamy mały szus czerwonego wytrawnego wina. Następnie dodajemy pokrojone pomidory, które trzeba przedtem pozbawić nasion. Sos powinien być gęsty więc jeżeli wasze pomidory mimo to były zbyt wilgotne to radziłabym odparować sos do konsystencji "gęstej ciapy". Odstawiamy sos do przestygnięcia.

Resztę składników w miarę potrzeby kroimy na małe kawałki lub tarkujemy na tarce. W dużym, płaskim garnku lub wyższej patelni rozgrzewamy na średnim ogniu plantę z oliwą z wytłoczym oliwek.Kiedy ciasto podwoi swoją objętość dzielimy je ma kawałki wielkości brzoskwini i rękoma oraz wałkiem formujemy z grubsza kształt koła uważając aby ciasto było podobnej grubości tak w środku jak i na brzegach. Teraz przydadzą się umiejętności nabyte przy lepieniu pierogów. Mianowicie na środek placka nakładamy nasze składniki i zamykamy pizzę tak aby znalazły się one w środku; brzegi mocno dociskamy palcami i widelcem.


Tak przygotowane pizze delikatnie wkładamy na rozgrzany tłuszcz (180-200 stopni celcjusza) i kiedy ciasto przybierze złocisty kolor przewracamy na drugą stronę. Cały proces smażenia trwa nie dłużej niż 3-4 minuty. Jeżeli macie dużą patelnię możecie smażyć po kilka sztuk na raz.  Pizze wyciągamy i odsączamy na ręczniku papierowym z nadmiaru tłuszczu. Następnie chuchamy, dmuchamy, jemy i mówimy "mmm" :)

Smacznego!

niedziela, 29 lipca 2012

Niedzielne bułeczki

Są neutralne w smaku, proste do zrobienia i utrzymują świeżość do 3 dni. Upiekłam już dwie partie, ponieważ sobotni wypiek, który miał być właśnie na niedzielne śniadanie został zjedzony w sobotę o 10 wieczorem...więc w niedzielę rano dokończyliśmy te, które się uchowały i w sumie zabrałam się za robienie nowych. Jest to chyba najlepsza rekomendacja z możliwych :) Przepis ten znam od dawna i prawdopodobnie wypatrzyłam go gdzieś w internecie ale gdzie i u kogo go podpatrzyłam- nie wiem, mam nadzieję że będzie mi to wybaczone. 


Na 10- 12 bułeczek będziemy potrzebowali:

1,5 szklanki mleka
1/4 kostki świeżych drożdży
2 łyżki cukru lub miodu
1 jajko
2 łyżki roztopionego masła
1 łyżeczka soli
4-5 szklanek mąki pszennej 
woda,jajko lub masło do posmarowania bułek

Zaczynamy od połączenia lekko podgrzanego mleka, rozpuszczonego masła, cukru, jajka i drożdży w jedną masę. Resztę suchych składników mieszamy w dużej misce. Kiedy "wodna" masa ruszy, czyli kiedy drożdże zaczną rosnąć, zalewany nimi suche składniki i wyrabiamy początkowo w misce. Radziłabym dodać na początku 4 szklanki mąki, a potem ewentualnie dodawać po trochu jeżeli ciasto będzie zbyt mokre- zasada mówi, że im mniej mąki tym wilgotniejsze bułeczki :) Kiedy wyrabianie w misce przestanie być wygodne wykładamy ciasto na blat/stolnicę i wyrabiamy przez chwilę aż zrobi się jednolite i plastyczne. Następnie przekładamy do miski, przykrywamy woreczkiem plastikowym i odstawiamy w ciepłe miejsce aż co najmniej podwoi swoją objętość. Po tym czasie jeszcze raz je przerabiamy i dzielimy na 10 bułek lub na więcej jeżeli chcemy aby były mniejsze. Każdą bułeczkę rolujemy brzegami w dół i staramy się aby wierch był możliwie najgładszy. 


Układamy  bułki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i przykrywamy folią (aby stworzyć wilgotny mikroklimat). Wyrastanie bułek powinno zająć 30-40 minut. Po tym czasie zdejmujemy folię, nacinamy delikatnie najlepiej żyletką lub bardzo ostrym nożem, smarujemy dla uzyskania świecącej skórki i wstawiamy na 15-20 minut do piekarnika uprzednio nagrzanego do 190 stopni Celcjusza. Na sam koniec można włączyć termoobieg aby bułeczki lekko się opaliły. I proszę odczekajcie chociaż chwilę zanim się na nie rzucicie bo podobno to niezdrowo jeść gorące ciasto ;) 

Smacznego!

czwartek, 26 lipca 2012

Letnia tarta porzeczkowa

Cierpię chwilowo na nadmiar czerwonych porzeczek. Zrobiłam z nich sok i wino i jeszcze trochę zostało. Zostało akurat na pyszną lekką lekko kwaskowatą tartę porzeczkową z bitą śmietaną. Pomysł wstrzelił się genialnie bo akurat ulubiona sąsiadka miała imieniny. Naprawdę polecam to ciasto szczególnie na upały gdyż nie przytłacza swoją słodyczą.


Składniki na ciasto i metodę wykonania spodu znajdziecie tutaj

Składniki na tartę:

2 kubki umytych czerwonych porzeczek
400 ml soku z czerwonych porzeczek (ew. wody)
2 paczuszki czerwonego Tortenguss od Dr. Oetkera (ew. galaretka truskawkowa)
2 łyżki cukru
500 ml śmietany 36%
3 łyżki cukru pudru
śmietan fix (przy ekstremalnych upałach)
owoce do dekoracji

Jeżeli macie upieczony i wystudzony spód czas zrobić masę porzeczkową. Obojętnie czy używacie tortenguss czy galaretki, wykonajcie polecenia z tylnej strony opakowania. Możecie użyć soku lub wody. Ja wybrałam sok bo po prostu mam go chwilowo pod dostatkiem. Różnica pomiędzy tortenguss a galaretką jest taka, że galaretkę należy wylać na czerwone porzeczki dopiero kiedy zacznie się zsiadać aby nadmiernie nie wniknęła w spód. Tortenguss natomiast wylewamy natychmiast po zrobiemiu na porzeczki, ponieważ zastyga on błyskawicznie.
Kiedy ten krok będziemy mieli za sobą pozostaje nam schłodzić naszą tartędo temperatury lodówkowej a następnie przykryć galaretkę warstwą apetycznej, dobrze ubitej bitej śmietany  (z dodatkiem usztywniacza jeżeli jest naprawdę gorąco) i udekorować wedle uznania. Ja wybrałam białe porzeczki i jagody kanadyjskie dla kontrastu.
Jeżeli akurat dokuczają nam upały pamiętajmy aby trzymać tartę w lodówce i wyjąć chwilę przed podaniem inaczej bita śmietana może się rozpłynąć. Życzę smacznego! :)


Zielone tagliatelle z grilowaną cukinią i sosem serowym


Pycha pycha pycha! Szpinakowe tagliatelle własnej produkcji, do tego grilowane plastry cukinii, kurczak marynowany w rozmarynie oraz cząbrze a do tego przepyszny sos na bazie serów gorgonzola i grana padano. Mmm...czy muszę zachęcać bardziej? :)


 Na szpinakowy makaron będziemy potrzebowali:

500 g semoliny
4 jajka L
garść odciśniętego mrożonego szpinaku
1 łyżeczka soli
szus oliwy z oliwek






Na sos serowy będziemy potrzebowali:

2 piersi z kurczaka
100 gram sera gorgonzola
100 gram grana padano lub parmezanu
200 ml śmietany kremówki
 sól
pieprz
gałka muszkatołowa
10 listków cząbru
10 listków rozmarynu
oliwa z oliwek
4 ząbki czosnku
1 średnią cukinię
opcjonalnie odrobinę białego wina

  Proces trzeba zacząć od zrobienia makaronu. Jeżeli nie macie ochoty robić tego dania aż od takich podstaw możecie spokojnie kupić gotowy zielony makaron z pszenicy durum. Ja, jako że ostatnio kupiłam 10 kilo semoliny postanowiłam zrobić go sama. Sam proces kręcenia makaronu opisałam w tym poście i na nim będziemy bazować. Jedyną  modyfikacją jest zmiksowanie żółtek jajek z liśćmi szpinaku przed połączeniem ich z mąką. Ilość dodanego szpinaku zależy całkowicie od was. Ja dodałam około garści i byłam zadowolona z efektu. Garść to za mała ilość aby zmienił smak ale wystarczająca aby nadać piękny zielony kolor i o to mi chodziło. Makaron powinien zostać podsuszone przed gotowaniem co najmniej 3 godziny więc weźcie to pod uwagę. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć poszczególne kroki wyrabiania ciasta na makaron.


Kiedy makaron mamy zrobiony i suszy się na suszarce (lub kiedy przynieśliśmy go ze sklepu ) możemy zabrać się za sos serowy. Kurczaka kroicie w kostkę i marynujecie w oliwie , rozmarynie, cząbrze, czosnku i pieprzu. Po godzinie smażycie kurczaka (z zalewą) do momentu kiedy jest przesmażony ale nadal lekko surowy w środku.  Jeżeli zdecydowaliście się użyć wina to nalejcie na patelnię około 100 ml i pozwólcie mu się częściowo odparować. Jeżeli nie dodajecie wina możecie od razu dodać śmietanę i oba sery.


 Kiedy sery się rozpuszczą doprawiamy gałką muszkatołową, pieprzem i solą (z solą uważajcie bo sery są słone). Sos powinien pogotować się w takim stanie jeszcze 5 minut. W tym czasie wrzucamy makaron do gotującej się, osolonej wody z odrobiną oliwy z oliwek i gotujemy aż będzie al dente. Na rozgrzanej  patelni grillowej lub grillu elektrycznym posmarowanym oliwą z oliwek smażymy 0,5 centymetrowe plastry cukinii z obu stron jak na zdjęciu poniżej.


Pozostaje nam połączyć wszystkie składowe w jedno danie. Odcedzony makaron wrzucamy na patelnie po czym przekładamy na duży półmisek. Dekorujemy plastrami grillowanej cukinii, posypujemy startym grana padano i.....jemy :)

Smacznego!

środa, 18 lipca 2012

Botwinka


Pyszna letnia zupa. Zdecydowanie dietetyczna i nie "ciężka" a to znaczy że i w upalne dni będzie jak znalazł. Jeżeli lubicie buraczki i smaki z dzieciństwa to zapraszam do gotowania. Botwinkę można samemu wyhodować w przydomowym ogródku lub kupić w sklepie- pojawia się ostatnio często i nie będzie problemu żeby ją kupić. Jest to danie z tych, którego smak trzeba znać już wcześniej, żeby ją odpowiednio doprawić. Jest lekko kwaśna, lekko słodka, lekko słona i wcale nie lekko pieprzna ;) dlatego radzę doprawiać ją po trochu i sprawdzać jej smak.

Na 1 wazę będziemy potrzebowali:

mięso na zupę (u mnie szyja z indyka)
3-4 średnie marchewki
słuszny pęczek botwinki
po kilka łodyg lubczyku, koperku, selera, pora i pietruszki


śmietanka 30%
 sól
pieprz
ocet
cukier



Zaczynamy od podgotowania mięsa na zupę w dużym garnku. Tylko woda i mięso- nic więcej. Teraz mamy czas na umycie i pokrojenie wszystkich składników. Marchewkę  kroimy bardzo cienko w półtalarki lub trzemy na tarce o grubych oczkach.


Zioła kroimy na około 2 cm kawałki to samo robimy z botwinką (zostawcie trochę pietruszki do posypania zupy przed samym podaniem). Kiedy mięso wstępnie się podgotuje (zajmie to 15-20 minut) dorzucamy marchewkę. Po 5 minutach dorzucamy zioła i botwinkę i pozwalamy zupie gotować się jeszcze 20 minut. Ostatnim krokiem jest doprawienie zupy. Radzę wam najpierw ją popieprzyć i posolić a następnie dodawać po trochu octu i cukru. Powinna być kwaśno-słodka ale bardzo delikatnie.Nie spieszcie się i próbujcie zupy za każdym razem jak dosypiecie kolejną porcję przypraw. Na samym końcu zabielcie botwinką odrobiną śmietanki a w wazie lub na talerzach posypcie koperkiem. Smacznego! :)


sobota, 14 lipca 2012

Pstrąg w kieszonce z dipem czosnkowym


Miał być obiad, wyszła kolacja. Nie szkodzi :) Ważne że było pysznie. Pstrąg to moja ulubiona ryba. Akurat udało mi się kupić takie małe zgrabne okazy. Lubię kiedy są mniejsze, wtedy każdy może mieć swoją rybkę na talerzu podaną na przykład w kieszonce z folii aluminiowej. Ten sposób jest dobry jeżeli ktoś ma małe mieszkanie i niekoniecznie chce je mieć przesiąknięte zapachem smażonej ryby. Oczywiście nadal wiadomo, że na obiad była ryba ale jakoś tak....mniej wiadomo- przynajmniej w moim odczuciu :)  Do tego rybka jest soczysta i nasycona zapachem ziół. Po prostu pychotka!

Do kieszonek będziemy potrzebowali:

1 mniejszy pstrąg na osobę (250 gram)
1 ząbek czosnku na osobę
zioła (melisa, szałwia , tymianek cytrynowy )
sól
pieprz ew. pieprz cytrynowy
masło




Do dipu czosnkowego będziemy potrzebowali:
5 łyżek majonezu
5 łyżek jogurtu
3 posiekane ząbki czosnku
pieprz
posiekane zioła np. szałwie lub koperek

Dodatkowo należy przygotować grzanki z masełkiem lub frytki.

Zaczynamy od  przygotowania kieszonek. będziemy potrzebowali folię 2,5 raza dłuższą niż nasz pstrąg. Składamy ją na pół i na jednej z połówek układamy rybę. Do jej środka wkładamy czosnek, zioła i przyprawy oraz kawałek masła. Na wierzch również kładziemy zioła, przyprawy i masło. Zawijamy folię wokół pstrąga, tak aby utworzyła kieszonkę i dobrze dociskamy brzegi.

Pstrągi pieczemy w piekarniku w temperaturze 180 st. Celcjusza przez około 35-40 minut. Nasze kieszonki powinny w tym czasie nadąć się (jeżeli brzegi są dobrze dociśnięte).
Dip przygotowujemy mieszając wszystkie składniki razem. Jeżeli chcecie aby czosnek był mocniej wyczuwalny, dobrze jest go zrobić wcześniej aby wszystko miało się czas przegryźć.
 Przed podaniem delikatnie nacinamy folię i rozchylamy ją. Smacznego. :)


Makaron z sosem kurkowym


Sezon grzybowy uważam za otwarty. Dzisiaj byłam pierwszy raz w lesie. Wprawdzie kurek (bo one będą dziś grały pierwsze skrzypce) nie udało mi się nazbierać dużo ale na szczęście starczyło na pyszny sosik. Zapewne wiele z Was zna ten lub podobne przepisy- nie jest to żadna nowość. Jest to danie proste- wręcz banalne ale jeżeli ktoś go nie próbował to zachęcam serdecznie.


Na danie dla 4 osób będziemy potrzebowali:
kurki (jak najwięcej)
500 g makaronu (u mnie świderki tri colore)
300 ml śmietanki 30%
1 duża cebula
wiązka koperku
sól
pieprz
masło do smażenia
ew. pół kieliszka białego wina


Przygotowanie sosu zaczynamy od porządnego, kilkukrotnego płukania grzybów.Większe okazy można przekroić na pół ale ja lubię czasem nadziać na widelec właśnie taki wielki okaz ;) Następnie kroimy w drobną kostkę cebulę i wrzucamy ją na rozpuszczone masło- najlepiej żeby było klarowane, jeżeli takiego nie macie dodajcie do masła trochę oleju- i czekamy aż się zeszkli. Następnie dorzucamy grzyby, które puszczą trochę wody i trzeba im dać czas aby woda odparowała. Kiedy to już nastąpi dolewamy wino i również pozwalamy mu odparować i wtedy dolewamy śmietankę oraz doprawiamy solą i pieprzem...przy czym pieprzu bym nie żałowała. Dajemy całej zawartości patelni jeszcze chwilę aby sos zgęstniał odpowiednio i przed samym podaniem dodajemy do niego pokrojoną pietruszkę. Podajemy z ugotowanym makaronem. Możecie posypać całość jakimś łagodnym serem ale ja akurat nie miałam takiego więc jest wersja bez. ;)

Smacznego!
Z przyjemnością dołączam do akcji kurkowej  prowadzonej przez Beatrice :)

niedziela, 8 lipca 2012

Pizzerka z pesto


Co zrobić na kolację, kiedy w lodówce nie ma prawie nic ciekawego? U mnie jest to pizzerka. Pizzerki można zrobić z jakimikolwiek dodatkami jakie akurat mamy. A w każdym domu jest jakaś szynka, jeden pomidor, cebula... to w zupełności starczy :)


 Na ciasto (6 pokaźnych pizzerek) potrzebujemy:

1,5 szklanki mąki
pół łyżeczki soli
łyżkę oliwy z oliwek
ćwierć kostki świeżych drożdży
3/4 szklanki wody

 Sos i dodatki:

pesto z suszonych pomidorów lub ziołowe
oliwki
szynka
pomidory
czosnek
cebula
zioła
starty ser ( u mnie resztka grana padano)
................itd :)



Zaczynamy od ciasta. W połowie wody rozpuszczamy drożdże z odrobiną mąki i odstawiamy na 5-10 minut aż "ruszą". Pozostałą mąkę mieszamy w misce z solą i oliwą, dolewamy rozpuszczone drożdże i mieszamy. Resztą wody regulujemy strukturę ciasta. Jeżeli jest za suche dolewamy po trochu, nie jednorazowo. Ciasto na pizzerki musi mieć zwartą konsystencję i nie powinno zbytnio lepić się do rąk. Kiedy już uznamy, że ciasto jest odpowiednie, przekładamy je na blat kuchenny i wygniatamy chwilę w sposób pokazany tutaj.
Następnie przekładamy do miski wysmarowanej oliwą, przykrywamy szczelnie plastikową siatką lub folią i odstawiamy na pół godziny aż podwoi swoją objętość i stanie się sprężyste.


Po tym czasie pozostaje nam nagrzać piekarnik do maksymalnej temperatury uprzednio wkładając do niego kamień do wypieku pizzy. Jeżeli tak jak ja nie posiadacie takiego, możecie użyć odwróconej i wyszorowanej płytki terakoty, która została wam po remoncie. Daję wam słowo, że zadziała identycznie.
Kiedy piekarnik mamy już nagrzany, wyjmujemy ciasto z miski i dzielimy na 6 w miarę równych części. Rozpłaszczamy palcami kawałek ciasta (kto powiedział że pizzerki muszą być okrągłe?) i układamy go na obsypanej mąką cienkiej desce do krojenia lub innym płaskim sprzęcie kuchennym, który będzie wam służył za łopatkę do zsuwania pizzerek na kamień w piekarniku. Następnie smarujemy ciasto pesto- nie za grubo- i układamy dodatki według uznania.
Teraz musi nastąpić szybka akcja otworzenia piekarnika i zsunięcia pizzerki na kamień. Możecie wspomóc się nożem jeżeli wasza pizzerka przyklei się do łopatki.
Pieczemy nasze pizzerki krótko, około 5-7 minut bez termoobiegu. Wyciągamy i jemy :)

Smacznego!

sobota, 7 lipca 2012

Tortellini serowe z bazylią i sosem pomidorowym

Proste a jednak ciekawe.Klasyk kuchni włoskiej. Będą smakowały każdemu. To danie sprawdzi się w każdej sytuacji szczególnie letnią porą, kiedy nie mamy ochoty na ciężkie dania.Człowiek na pewno nie czuje się po nich nadmiernie ociężały. W sumie tyle chciałam powiedzieć. Spróbujcie koniecznie :)


Przepis na ciasto i wykonanie ravioli

Przepis na nadzienie:
0,5 kg sera Ricotta
słuszna garść świeżej bazylii ewentualnie innych ziół
1 jajko
sól
pieprz
200 gram startego sera Parmezan


Przepis na sos  pomidorowy:

2 puszki całych pomidorów 
3 ząbki czosnku
liście świeżej bazylii i oregano
1 średnia cebula
sól
pieprz
starty Parmezan do posypania





Zioła myjemy i drobno szatkujemy. W misce mieszamy wszystkie składniki na nadzienie oprócz jajka. Próbujemy i doprawiamy do smaku i dopiero teraz dodajemy jajko. Ciasto rozwałkowujemy i nadziewamy.

Jeżeli ravioli mają być zjedzone od razu, przygotowujemy wodę z łyżeczką soli i "szusem" oliwy i gotujemy w niej pierożki przez około 4 minuty lub do wypłynięcia. Jeżeli natomiast mają być skonsumowane w innym terminie, rozkładamy je pojedynczo na papierze do pieczenia w zamrażalniku aż do całkowitego zamrożenia.

Aby wykonać sos pomidorowy na patelni szklimy pokrojoną w kostkę cebulkę. Następnie dodajemy czosnek i pomidory, które rozdrabniamy widelcem. Doprawiamy solą i pieprzem i dorzucamy pokrojone zioła. Pozwalamy się gotować około 10 minut. Polewamy ugotowane ravioli sosem, posypujemy startym serem i zajadamy :)
Jeżeli chcecie możecie także podać prezentowane ravioli z masełkiem ziołowym. Po prostu po wyjęciu z wody polejcie je roztopionym masłem z bazylią, szałwią,ząbkiem czosnku, solą i pieprzem a następnie posypcie serem. W ten sposób dodatkowo zintensyfikujecie smak ziół w pierożkach. Smacznego :)



Na koniec chciałam się pochwalić swoją rozrośniętą kolekcją szklarniowej bazylii, której mimo codziennej konsumpcji jakoś wcale nie ubywa ;)


Lody lody dla ochłody. Domowe lody miętowe z czekoladowymi wiórkami.

lody miętowe z czekoladowymi wiórkami
Stwierdzam oficjalnie na łamach mojego bloga (a może raczej przyznaję się), że jestem kuchenną gadżeciarą ;) Jakiś miesiąc temu wypatrzyłam w internecie niesamowitą okazję na domową maszynkę do kręcenia lodów. Sprzęt taki "chodził" za mną już od dobrych kilku miesięcy i odkładany był ze względu na cenę tych maszynek.Więc jak się już pewnie domyślacie po prostu musiałam ją mieć...byłabym chora gdybym jej nie kupiła. No i korzystając z okazji jaką wtedy był dzień dziecka (każdy w końcu kiedyś dzieckiem był, prawda?) KUPIŁAM. Po kupnie testowałam długo i namiętnie w takim stopniu, że obie z moją mamą (królik doświadczalny nr 1) jesteśmy teraz na przymusowej diecie ;) Nawiasem mówiąc trochę przeczuwałam że tak się to całe kręcenie lodów skończy.
maszynka do lodów
Wracając do tematu samych lodów trzeba przyznać, że są wyśmienite i całkiem inne niż w sklepach. Przede wszystkim są naturalne, bez konserwantów i sztucznych ulepszaczy. Po drugie jak stwierdzili moi rodzice smakują "tak jak kiedyś", czyli lepiej. A po trzecie...to po prostu sprawia wielką frajdę i tyle- czy potrzebny jest lepszy powód?
Oczywiście ekonomiczniej jest pójść do sklepu i kupić pudełko gotowych lodów. Robienie własnych zajmuje czas i kosztuje więcej, ale nie dużo więcej. Jest to zdecydowanie zajęcie dla smakoszy;)

Dzisiaj prezentuję przepis na lody miętowe z czekoladowymi wiórkami. Zainspirowały mnie ostatnie upały i ochota na coś orzeźwiającego. Zapraszam do kręcenia;)

Na około 1 litr lodów będziemy potrzebowali:


0,5 litra mleka
0,4 litra śmietanki kremówki
5-6 łyżeczek cukru waniliowego (lub więcej do smaku)
malutka szczypta soli
odrobina soku z cytryny
krople miętowe Herbapolu ok 1 łyżeczki(do smaku)
listki świeżej mięty około 10
1,5 łyżeczki skrobi kukurydzianej
tabliczka czekolady gorzkiej lub deserowej



Zaczynamy robienie lodów od zmiksowania listków mięty z mlekiem. Następnie do rondelka wlewamy otrzymane miętowe mleko, śmietankę, cukier, sól, krople miętowe oraz skrobię (ewentualnie odrobinę zielonego barwnika spożywczego) i mieszamy aż wszystkie składniki się połączą. Zaczynamy podgrzewać ciągle i energicznie mieszając. Zależy nam na uzyskaniu konsystencji rzadkiego budyniu. Uważajcie aby nie przypalić mleka i zdejmijcie z ognia chwilę przed tym aż się zagotuje. Otrzymaną masę można przecedzić aby pozbyć się ewentualnych grudek. Próbujemy nasz "budyń" i dodajemy troszeczkę soku z cytryny aby przełamać smak. Następnie schładzamy ją do temperatury lodówkowej przez kilka godzin lub nawet całą noc.
Taką masę wlewamy do kręcącej się maszynki i czekamy około pół godziny. Na sam koniec dodajemy do maszyny starkowaną czekoladę gorzką lub deserową.W upalne dni dobrze jest przykryć maszynę od góry grubą warstwą folii aluminiowej dla zapewnienia dodatkowej izolacji.

Różne stadia zamrażania lodów: zaraz po wlaniu, po 15 minutach i po dodaniu czekoladowych wiórków.
Po pół godzinie wyłączamy maszynkę i przekładamy masę do wyparzonego (!) pojemnika po lodach i wkładamy do zamrażalnika na godzinkę. Po tym czasie będą się nadawały do formowania gałek. Jeżeli potrzymacie takie domowe lody w zamrażalniku dłużej, pamiętajcie żeby wyjąć je wcześniej żeby dać im zmięknąć. Brak "ulepszaczy" sprawia , że zaraz po wyjęciu nie będą one miękkie- nie zuboża to natomiast ani trochę ich smaku.

Smacznego!


Z przyjemnością dołączam do akcji lodowej 2012

 http://magiawkuchni.blox.pl/2012/05/Akcja-lodowa-2012.html

sobota, 16 czerwca 2012

Tarte au fromage blanc czyli tarta sernikowa

Kolejny klasyk tym razem kuchni francuskiej. Nie jest to sernik z tych puchatych i wyrośniętych, bardziej przypomina sernik nowojorski choć jest niższy. Nie jest za słodki i za bardzo uperfumowany lecz miękki i wilgotny i ja takie właśnie lubię najbardziej. Przyznam się, że miał mieć warstwę truskawek i galaretki ale jakoś tak...wiecie...nie doczekał się. Wyszedł za to przepszny w swojej prostocie sernik. Idealny do kawki. Idealny do herbatki. Idealny solo.

Będziemy potrzebowali :

spód z kruchego ciasta (przepis)
4 jajka, oddzielnie białka i żółtka
500 gram twarożku (ricotta-polecam, mascarpone lub zwykły-zmielony dwukrotnie)
czubata łyżka skrobi kukurydzianej (lub zwykłej mąki)
110 gram cukru (w tym cukier waniliowy)
2 łyżki aromatycznego alkoholu (u mnie STROH, ale rum lub amaretto też się sprawdzą)
śmietanka 30% do ewentualnej zmiany konsystencji (ja tym razem nie dodałam bo ricotta była dość mokra)



Wykonanie:
Spód z kruchego ciasta nakłuwamy widelcem, obciążamy papierem do pieczenia wysypanym obciążnikami (fasolą lub ryżem) i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni Celcjusza piekarnika na 10 minut. W tym czasie w misce robimy kogiel-mogiel z żółtek i cukru po czym powoli dodajemy na zmianę to trochu sera i mąki. Na koniec dodajemy alkohol.
W osobnej misce ubijamy zimne białka z odrobiną soli i łączymy delikatnie obie masy. Tutaj muszę powiedzieć, że ja nie dodałam całej piany tylko około połowę, chciałam aby  masa serowa była równa z ciastem i nie za bardzo puchata. Jeżeli natomiast macie większą formę niż ja lub lubicie puchate serniki to dodajcie całą pianę.
Przekładamy masę serową na kruche ciasto i wkładamy do piekarnika na około 40-50 minut obniżając temperaturę do 150-160 stopni i używając termoobiegu.
Po tym czasie sprawdzić patyczkiem czy masa ścięła się w środku i jeżeli będzie jeszcze lekko klejąca to dopiec kolejne 5 minut. Wyłączyć piekarnik i lekko uchylić drzwiczki. W ten sposób chłodzimy powoli nasz sernik. Po kilku godzinach a najlepiej po całej nocy...delektujemy się :)
Smacznego!